Kilka słów o użyciu bata

Kilka słów o użyciu bata

Wczoraj byłam na treningu w nowej stajni u nowej osoby (wyobraźcie sobie, że dla mnie zwykle jest to również trochę stresujące ) i po raz kolejny mam refleksję, którą chciałabym się z Wami podzielić: Ludzie, zdecydowanie za często / za wcześnie sięgacie po bat! Jeżeli koń jest „nieposłuszny” – trzeba znaleźć tego przyczynę, zamiast od razu, bez refleksji, karać za to konia. Ok, są konie trudne, po przejściach, agresywne – z takimi praca jest trochę inna, czasem niestety trzeba „zaznaczyć swoją obecność” na koniu lub obok konia, ale jeżeli mamy normalnego konia o miłym usposobieniu i łagodnym charakterze, który odmawia wykonania jakiegoś zadania – poszukajmy przyczyny (która bardzo często tkwi w nas samych).
We wspomnianym przypadku koń niezbyt chętnie szedł kłusem do przodu pod jeźdźcem, który przyzwyczaił się do rozwiązywania tego problemu za pomocą bata ujeżdżeniowego. Koń w reakcji na bat najpierw machał ogonem, podnosił głowę napinając grzbiet, przyspieszał na kilka – kilkanaście kroków , po czym wracał do tempa, w jakim było mu wygodnie (a raczej mniej niewygodnie). Okazuje się jednak, że wystarczyło skorygować kilka błędów dosiadu jeźdźca:
– wyprostowana w łokciach ręka, którą koń zawsze będzie odbierał jako sztywną / blokującą ruch do przodu
– brak oparcia w strzemionach powodujący zaciskanie kolan na siodle – tak ściśnięty koń będzie zawsze czuł się blokowany
– przeprostowane do tyłu plecy, którymi jeździec niejako „ciągnie” konia w tył, na siebie, zamiast zachęcić do wyjścia do przodu.
Wystarczyło zwrócić uwagę na te kilka dość łatwych do skorygowania błędów, aby koń w zauważalny sposób odzyskał swobodny wykrok i w miarę rozluźniony grzbiet w kłusie.
Wielu jeźdźców raz nauczonych w kiepskiej szkółce (bat! bat! bacikiem go!), że batem rozwiązuje się większość problemów z „nieposłusznym koniem”, niestety powtarza ten schemat później przez wiele lat już z własnym koniem. Tymczasem warto zastanowić się, co takiego powoduje, że miły koń, z którym mamy dobrą relację – stanowczo nie chce wykonać jakiegoś zadania czy ćwiczenia.
Od jakiegoś czasu uważam, że w sklepach jeździeckich zakup bata (a także wielkokrążków, ostróg, czarnej wodzy itd.) powinien być możliwy za okazaniem licencji podobnej jak do zakupu broni tylko kto by te licencje miał wydawać i na jakiej podstawie – jakieś pomysły?
A tak na poważnie – podsumowując – konie NAPRAWDĘ mogą lubić wspólną zabawę z nami, postarajmy się tylko zawsze traktować je ze zrozumieniem, tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Dodaj komentarz

Close Menu