Dlaczego ujeżdżenie? czyli: dziękuję, pani Asiu :)

Dlaczego ujeżdżenie? czyli: dziękuję, pani Asiu :)

Z cyklu: myśli nie-poukładane…
Czasem w naszym życiu spotykamy kogoś, kto zmienia / wpływa na nasze życie na zawsze.
Pod koniec szkoły podstawowej (trwającej wówczas 8 lat ) jedną ze zbiórek harcerskich mieliśmy w małej stajni z konikami polskimi. Spodobało mi się na tyle, że mama zapisała mnie na jazdy na Hipodromie Wola. To był rok 1994. Jak już nauczyłam się anglezować, “galopować” i nie spadać z konia, szybko dołączyłam do grupy wolontariuszy pomagających w stajni w zamian za jazdy. Cudowne i jakże wartościowe dzieciństwo i znajomości, które trwają do teraz – wspaniale wspominam tamte czasy. Po kilku miesiącach zwykłe jazdy w zastępie przestały wystarczać i wraz z koleżanką zaczęłyśmy pobierać treningi, na które oczywiście musiałyśmy sobie dodatkowo zapracować . Miałyśmy na zmianę skoki i ujeżdżenie. Ewka szybko załapała bakcyla skokowego (matko, czego my tam nie skakałyśmy, dziś na samą myśl robi mi się słabo!), mnie natomiast bez reszty pochłonęło ujeżdżenie. Osoba, której w 100% zawdzięczam moją pasję do tej dyscypliny jest ówczesna instruktorka na hipodromie Wola p. Joanna Szulc – Wrzos (ukradłam Jej zdjęcie z profilu na Fb, mam nadzieję, że się nie obrazi ) – oczywiście również miłośniczka ujeżdżenia. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak pokazywała nam na wolskiej hali (tej w starej wersji, ze szklanymi, telepiącymi szybami), w mało przyjemnej zimą temperaturze, piękne kolorowe książki o ujeżdżeniu – oczywiście w języku angielskim, gdyż po polsku w tamtych czasach mieliśmy wspaniałą literaturę, niestety głównie czarno-białą , z pasją opowiadając o znanych jeźdźcach i zawodnikach, których ceniła. Ich fotografie z tej pięknej książki pamiętam do dziś: Alois Podhajsky i Neapolitano Africa, Dr. Reiner Klimke i Ahlerich, Nicole Uphoff i Rembrandt… P. Joanna na treningach była wymagająca jak mało kto, nie szczędziła dosadnych określeń oraz decybeli , ale również i pochwał za dobrze wykonaną robotę. Wpoiła mi przede wszystkim szacunek do konia, a także zamiłowanie do ciężkiej, żmudnej i niełatwej, codziennej pracy. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki Niej jestem teraz tym, kim jestem i robię to, co robię 🙂 za co ogromne DZIĘKUJĘ PANI ASIU! 💐💐💐
W kolejnych latach przyszły pierwsze starty w zawodach, pierwszy własny koń – ale o tym może przy innej okazji.
A jak u Was rozpoczęła się przygoda z ujeżdżeniem (lub jeździectwem w ogóle)? Jest jakaś osoba, która miała na to szczególny wpływ? Podzielcie się swoją historią w komentarzu🙂

Dodaj komentarz

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

I agree to these terms.

Close Menu