Kama

Kama

Pod koniec marca przyszły do mnie w trening dwie bardzo fajne postacie: Kinga i jej klacz Kama.

Pozwólcie, że opiszę przebieg treningu każdej z tych pań osobno 😉

➡️ Kama – mega fajna klacz, o bardzo dobrym charakterze, obdarzona bardzo fajnym ruchem, który poprzez dotychczasowy, nie do końca prawidłowy trening gdzieś tam się po drodze zatracił  , przez prawie 4 miesiące pracowałyśmy nad zaangażowaniem całego ciała w ruch, rozluźnieniem, przywróceniem prawidłowych reakcji na pomoce, odzyskaniem chęci do ruchu naprzód, a przy okazji udało się zrzucić nieco brzuszka 

Przyjechała do nas w paskudny, deszczowy dzień, a jej ładowanie do przyczepy trwało ponad godzinę i użerały się z tym 4 osoby 😉 .

Tak, jak w przypadku większości powierzanych mi w trening koni, przez pierwsze tygodnie pracowałam głównie z ziemi. I jak zwykle w takim przypadku bardzo doceniłam, że mam do dyspozycji porządny lonżownik, zwykle bowiem na początku treningu konie mają problem z utrzymaniem równowagi na kole, a jak do tego dojdzie jeszcze prośba o energiczniejszy ruch do przodu, to bez lonżownika kłopoty i zabawa w przeciąganie się nawzajem murowane.

Po ok. 2-3 tygodniach lonżowania poprawiła nam się kondycja (kobyła już nie była mokruteńka po pierwszych 10 minutach pracy) oraz równowaga i reakcja na pomoce, więc zaczęłam również wsiadać, pracować na górkach, a także jeździć w tereny. Jednak prawie do samego końca pobytu Kamy u mnie  praca na lonży była bardzo ważnym rodzajem treningu.

Co udało się przez te niespełna 4 miesiące wypracować:

  • poprawę rónowagi na kole, na lonży i pod siodłem
  • zdecydowaną poprawę jakości ruchu luzem i reakcji na pomoce popędzające: Kama przyszła do nas spięta, z mocno skróconą górną linią ciała, zupełnie niepracującym zadem i zablokowanym grzbietem.
  • Jednym ze zgłosoznych przez właścicielkę problemów była płochliwość Kamy, odskakiwanie od różnych straszaków. W mojej pracy koń dał się poznać jako mądry i myślący, absolutnie nie bojący się banerów, plandek, wody. Okazało się, że powodem rzekomej “płochliwości” konia była nie do końca prawidłowa relacja konia z jeźdźcem – przez długi czas nie była od Kamy wymagana koncentracja na człowieku podczas jazdy, a więc uznała, że wolno jej robić te wszystkie wygibasy na widok różnych straszaków 😉 Poniżej filmik pracy z ziemi, jaką wykonuję z większością “moich” koni. Czasem jest to specjalnie zaplanowany fragment pracy na czworoboku czy podczas spaceru w ręku, a najczęściej po prostu w zwykłych, codziennych czynnościach konsekwentnie oczekuję od konia, że będzie cały czas zwracał na mnie uwagę, ustępował mi z drogi, podążał za mną itd.

  • zdecydowanej poprawie uległa reakcja konia na pomoce popędzające. Kama jest koniem obdarzonym bardzo fajnym ruchem, którym jednak nie było dane cieszyć się jej właścicielce 😉 Kinga miała wyuczony w przeszłości zwyczaj silnego pobudzania konia do każdego kroku, w każdym chodzie nieprawidłowo umiejscowioną i używaną łydką, co w połączeniu z kilkoma jeszcze błedami dosiadu (o tym poniżej) spowodowało  utratę chęci  konia do ruchu naprzód i reakcji na pomoce. Najtrudniejszy w tej pracy był (i do dziś jest) stęp, najłatwiejszy okazał się galop, co wykorzystaliśmy dość często wyjeżdżając w tereny, a nasze galopy były w tygodnia na tydzień coraz weselsze 😉

Kama w rzepaku 🙂

  • Kama przyszła do nas troszkę za mocno, “od serca” dokarmiona 😉 , w naszej pracy udało nam się bardzo fajnie zrzucić sporą część brzuszka. Pamietajmy, że grube zwierzęta (konie, psy, koty, króliki….) wcale nie są szczęśliwe, a już na pewno nadwaga nie jest obojętna dla ich zdrowia! Musimy również umieć oddzielić otłuszczenie konia (czyli zbyt duża zawartość tkanki tłuszczowej, głównie na słabiznach, szyi, zadzie) od dużego brzucha, któego przyczyny zazwyczaj są dwie: opychanie się paszami objętościowymi (w tym ściółką) oraz trening, który nie angażuje mięśni brzucha. U nas Kama stała 24 godziny na dobę na padoku / łące, siano było podawane głównie w siatkach, pasza treściwa starannie dozowana w zależności od intensywności pracy. Trening u mnie jest zawsze intensywny 😉 i zawsze pierwsze, co staram się u konia zaangażować, to zad (a mięśniami, które podstawiają zad pod kłodę, są właśnie mięśnie brzucha). W efekcie Kama wyjechała ode mnie lżejsza (i ciałem, i duchem 😉 ) i o wiele bardziejn fit 😉 .

Kama przed przyjazdem (ok. rok) i po zakończeniu treningu

Bardzo fajnym narzędziem do uruchamiania mięśni m.in. brzucha jest praca na różnego rodzaju nierównościach terenu. Na filmiku poniżej widać lonżowanie na niewielkim wzniesieniu (mega fajnie zad koniowi “wjeżdża” pod kłodę w ruchu z górki oraz musi pchać ciało konia w ruchu pod górkę!) oraz spacery po górkach i różnych przeszkodach zmuszających konia do większego zginania kończyn, dźwignięcia ciężaru ciała w wolnym tempie, uważności i ogarniania własnych kończyn, równowagi a także zaufania do człowieka

  • udało się kilka razy popracować nad wchodzeniem Kamy do przyczepy, co w połączeniu z ogólną pracą nad jej stosunkiem do człowieka (zawsze powtarzam, że moim zdaniem wchodzenie do przyczepy może być tylko tak dobre, jak relacja danego konia z człowiekiem; nie nauczymy konia wchodzenia do przyczepy wchodząc do przyczepy, najpierw należy przepracować brak zaufania lub / i szacunku do człowieka) poskutkowało tym, że załadunek “powrotny” Kamy trwał ok. 5 min :)))))

Ćwiczymy wsiadanie do przyczepy 🙂

Poniżej film przedstawiający porównanie pracy konia na lonży i pod siodłem przed przyjazdem do nas i na końcu treningu.


➡️ Kinga, która przez cały czas spędzony u nas każdego dnia udowadniała, że nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy 1) chcieć 2) podjąć decyzję o zmianie na lepsze 3) wytrwać w postanowieniu bez względu na trudności. Kinga w niespełna 4 miesiące poprawiła dosiad prawie do perfekcji  (a było co poprawiać, oj było!  ), a następnie rozpoczęła pracę nad prawidłowym używaniem pomocy, którą to pracę będziemy kontynuować w jej obecnej stajni, a naszym celem będzie uśmiechnięty, nie nadużywający pomocy jeździec i koń, który czyta w jego myślach i wszystko robi sam z siebie i z uśmiechem na pysku    

 

 

 

Co się przez te 4 miesiące działo? Dosiadówki, dosiadówki i jeszcze raz dosiadówki. Bez dosiadu nie ma mowy o jakiejkolwiek sensownej jeździe (wbrew temu, co się wielu osobom wydaje). Do poprawy było sporo, przede wszystkim:

  • zaburzona równowaga w siodle – łydka cofnięta za daleko do tyłu, tułów “przewrócony” do przodu
  • brak prawidłowego i stabilnego oparcia w strzemionach
  • asymetria (prawe biodro cofnięte niezależnie od kierunku jazdy, prawa łydka niemal na słabiźnie)
  • brak równowagi w półsiadzie (biodra “zawieszone” nad kłębem konia)
  • przeprostowane plecy (tzw. “kaczy kuper”)
  • brak elastyczności w pełnym siadzie w galopie (kłusa ćwiczebnego na tym etapie nawet nie zaczynałyśmy)
  • ogólne napięcie i sztywność ciała (zwłaszcza ręki)
  • niewystarczająco wypracowane mięśnie służące do utrzmania ciała we właściwej pozycji.
  • czego nigdy nie zabrakło? Uśmiechu 🙂

Kinga pracowała na lonżowniku intensywnie i w pocie czoła, w pięknych okolicznościach przyrody:

 

aż w końcu, po ok. 2,5 miesiąca pracy, była w mojej ocenie gotowa do jazdy na placu. I tu zaczęły dziać się rzeczy straszne ;), a mianowicie (w dużym skrócie):

  • nawyk kopania konia piętami w każdym kroku w każdym chodzie
  • próba kłusowania i galopowania za konia (bardzo uprzejmie ze strony Kingi 😉 )
  • nawyk usztywniania ręki z byle powodu.

Po wyeliminowaniu (z grubsza) powyższego, uczyłyśmy się:

  • oddziaływać / reagować prawidłowo i we właściwym momencie
  • jechać w taki sposób, aby grzbiet pracował prawidłowo – najpierw uczyłyśmy się to wyczuwać, a później spowodować
  • nie blokować ruchu konia naprzód sztywną ręką
  • pracować w prawidłowym zgięciu, na zewnętrznej wodzy
  • podstawowych zasad jazdy po czworoboku, wykonywania prawidłowych przejść itd.

 

 

 

 

 

 

Przyznam szczerze, że dawno nikt nie poprawił swojej jazdy tak bardzo, w tak krótkim czasie jak Kinga, a jest to wyłącznie zasługa jej cierpliwości i konsekwencji a także silnej motywacji wytrwania w swoim postanowieniu, aby wreszcie zacząć jeździć nie szkodząc koniowi, tak, aby jej ukochana klacz również mogła czerpać przyjemność ze współpracy. Motywacja, cierpliwość, wytrwałość i pokora to cechy, których bardzo wielu jeźdźcom niestety brakuje.

Poniżej film przedstawiający jazdę Kingi przed i po treningu u mnie:

Dodam jeszcze, że powierzając mi konia w trening należy rozważyć również swój własny rozwój. Ja pracę z koniem bardzo chętnie wykonam, bo jest to mój zawód, który w dodatku bardzo lubię 😉 , jednak najlepiej wyszkolony koń nie będzie pracował prawidowo i z przyjemnością pod swoim właścicielem, jeżeli ten będzie popełniał wciąż dawne błędy i jeździł wciąż w sposób sprzed oddania konia w trening.

I na koniec kilka bardzo istotnych faktów z życia Kamy w Dressage Dreams:

  1. oto w jakim uśmiechniętym i zrelaksowanym stanie kończy się u nas treningi:

2. Oto jak Kama wita nowych kolegów w stajni – gościnność na maxa, nie sądzicie?

3. Narcyzm Kamy nie zna granic, godzinami potrafiła przeglądać się w lustrze:

4. Kama uwielbia być bohaterką kostiumowych filmów grozy:

5. Pożegnalny prezent dla Kingi:

To był wspaniały czas, nie tylko satysfakcjonujący i owocny pod względem wykonanej pracy i jej efektów, ale również zaowocował świetną znajomością na kolejne lata 😉 <3 <3 <3

Dodaj komentarz

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

I agree to these terms.

Close Menu