Metamorfoza Potworzycy

Metamorfoza Potworzycy

09.05.2018

Na zdjęciu Black Mamba, inaczej: Potworzyca , która od ok. roku, z różnych powodów, nie jest w intensywnym treningu. Zdjęcie było zrobione dzisiaj (09.05.). Codzienny jej ruch polegał dotąd na bieganiu luzem na lonżowniku i wycieczkach w teren. W zeszłym tygodniu Mamba wróciła w regularny trening i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z moim planem, za kilka miesięcy pokażę Wam, jak zmieni się jej wygląd, rozbudują się mięśnie, a koń stanie się nawet całkiem ładny

19.06.2018

Na zdjęciu porównawczym różnica po 6 tygodniach treningu (19.06.).
Na razie główny efekt to „przytycie” i zaokrąglenie kształtów , widoczna jest lekka różnica w umięśnieniu szyi i łopatek. Mięśni zadu i grzbietu na razie jeszcze próżno szukać . Zaokrągliła się nieco górna linia.
W pierwszym miesiącu powrotu w trening jej praca wyglądała następująco:
– pierwsze 2 tygodnie: praca pod siodłem 3 x tyg., ok. 20 minut, głównie praca nad przypomnieniem poruszania się w zgięciu (bardzo trudna dla konia gracją i zwinnością przypominającego czołg) i ustawieniu na pomoce (Mamba najchętniej zwiedzałaby świat permanentnie mu się dziwiąc, czyli z głową i szyją jak antena gsm, pionowo do góry), dodatkowo praca na lonży 1-2 x tyg po ok. 15 minut.
– kolejne tygodnie do teraz: praca pod siodłem 4 – 5 x tyg. ok 30 minut, stopniowo wprowadziliśmy pracę na cavaletti w kłusie i galopie (w tym pojedyncze skoki ok. 65 cm), pomału przypominamy sobie ustępowanie od łydki w kłusie (na razie w opcji: z linii ćwiartkowej do ściany) oraz bawimy się wydłużaniem wykroku. Dodatkowo praca na lonży 2-3 x tyg. ok. 30 minut.
Aby koń prawidłowo się umięśniał, w pracy zwracam uwagę na:
– rozluźnienie – dla mnie warunek konieczny, aby mięśnie prawidłowo pracowały i się rozwijały
– prawidłowe zgięcie – stąd na tym etapie biorą się mięśnie szyi
– prawidłowe ustawienie na pomoce – stąd bierze się zaokrąglona górna linia
– aktywny ruch do przodu, pilnuję, aby stawy energicznie zginały się, a cały koń faktycznie pracował (wielu jeźdźców, moim zdaniem, jeździ zbyt ospale, nie wymagając od konia energii w ruchu) – koń aktywnie pracujący zadem nie będzie miał obwisłego brzucha! – ten efekt dodatkowo można świetnie wzmocnić pracą na cavaletti
– wprowadzając ustępowanie od łydki – aktywizujemy mięśnie przywodziciele i odwodziciele kończyn (mięśnie piersiowe, łopatek, zadu i zadu „od wewnątrz” czyli między kończynami tylnymi).
Powyższy opis jest oczywiście bardzo powierzchowny, dużo w nim „skrótów myślowych”, po szczegółowe wyjaśnienie i opis pracy poszczególnych mięśni czy ich grup odsyłam do lektury znanej zapewne wszystkim „Biomechaniki ruchu konia dla jeźdźców” – polecam!

 

Dieta Potworzycy:

  • w okresie bez treningu – głównie siano i niewielka ilość owsa
  • w okresie powrotu w trening: pasza treściwa w coraz większej dawce: czarny owies+otręby pszenne+sieczka z lucerny+olej, dwa razy w tygodniu gotowane siemię lniane, do tego oczywiście siano o lizawka

Uważam, że w zupełnie podstawowym treningu, jeżeli koń jest zdrowy i niczego mu nie brakuje, nie ma konieczności żywienia konia specjalistyczną paszą czy podawania suplementów. Pamiętajmy, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na rozwój mięśni jest trening. Oczywiście dostarczenie wraz z paszą niezbędnych składników jest konieczne, jednak miejmy świadomość, że pożeranie nawet 10 kg dziennie super musli czy super granulatu, nie zbuduje nam prawidłowej muskulatury u konia ani w miesiąc, ani w trzy, ani w pół roku, jeżeli koń nie trenuje tak, jak powinien. Myślę, że specjalistyczne pasze czy suplementy dla koni w treningu zaczynają być niezbędne dopiero na poziomie wyczynowego sportu (w przypadku dyscypliny ujeżdżenia nie nazwałabym wyczynowym sportem zawodów kl. L czy P).

01.07.2018

Potworzyca dostała kopa na padoku od innej smoczycy imieniem Malwa, w związku z czym przesyła pozdrowienia z padokowych wakacji <3

22.07.2018

Potworzyca wraca do pracy po 3-tygodniowej przerwie. 3 tygodnie dla takiego konia jak ona to zupełnie jak 3 miesiące (czyli wieczność), a powrót w trening wyglądał mniej więcej tak:
Dzień 1
Gosia: siodłać Ci Mambę?
Ja: eeee…. może uszykuj proszę do lonżowania
Dzień 2
Gosia: to co, siodłamy Mambę?
Ja: yyyy… dzisiaj jeszcze też na lonżę.
Dzień 3
Gosia: ?
Ja: eee…
Dopiero na czwarty dzień stwierdziłam, że może jak się raz zmuszę i przekonam się, że nie jest tak strasznie 👽, to już dalej pójdzie z górki…. No i teraz już idzie (mniej więcej) z górki

24.08.2018

I kolejne zdjęcie porównawcze:

 

Jak wygląda trening Potworzycy w tym czasie:

  • dużo, dużo trenujemy na cavaletti w kłusie, najpierw miałyśmy ich tylko 5:

potem już 10 😉  :

oraz w galopie:

Potworzyca wszystko, dosłownie wszystko robi całą sobą, a nad cavaletti „przefruwa” tak, że prawie nie dotyka ziemi:

co powoduje niejako podwójne wykorzystanie ćwiczenia 🙂 Praca na cavaletti rewelacyjnie rozwija muskulaturę, gimnastykuje stawy, poprawia równowagę i takt, jednak jest kilka warunków koniecznych do uzyskania pożądanego efektu:

– koń musi pozostawać rozluźniony

– koń musi pracować w prawidłowym ustawieniu na pomoce,

w przeciwnym bowiem razie owszem, rozbudowujemy koniowi mięśnie, ale zupełnie nie te, które byśmy chcieli! Koniecznie o tym pamiętajcie pracując z waszymi końmi! oraz:

– jak w przypadku wszystkich aspektów związanych z treningiem: wymagania muszą wzrastać wraz z postępem w treningu! Obserwuję jeźdźców, którzy „utknęli” ze swoim koniem na poziomie 6 drągów 20 cm nad ziemią, oddalonych od siebie o 4,5 tiptopa. Jeżeli trening ma być treningiem i przynosić jakąś korzyć / przybliżać do celu, należy stopniowo zwiększać wymagania, a więc na przykład ustawiać coraz więcej drągów, podnosić je coraz wyżej, zmieniać odległości między nimi (oczywiście wszystko z głową i nie do przesady oraz w granicach „wykonalności” przez konia – jeżeli nie masz w tej kwestii doświadczenia – koniecznie zwiększaj wymagania pod okiem doświadczonego w takiej pracy trenera!)

  • robimy coraz więcej ustępowań od łydki:

w kłusie i galopie, w przeróżnych konfiguracjach (na kole, na zmianę od prawej i od lewej łydki, bardziej strome lub bardziej łagodne, w połączeniu z przejściami do innych chodów itd.) – doskonale poprawiają reakcję konia na pomoce, jego równowagę, przepuszczalność i świadomość swoich kończyn, a także rozbudowują muskulaturę pokrótce opisaną powyżej

  • połączenie ustępowania od łydki i cavaletti oraz inne przeróżne ćwiczenia uelastyczniające i wzmacniające, które stopniowo będą pojawiać się w dziale Colours of Dressage
  • praca na coraz mniejszych kołach i woltach
  • wydłużenia wykroku w kłusie i galopie (tu niestety wciąż mamy problem z ekscytacją i spieszeniem)
  • od czasu do czasu jeździmy bez ogłowia:

lub w teren:

ale jedno i drugie, w połączeniu z jej super-hier-turbo-ekstrawertycznym charakterem 👻👻👻😉 niestety na tym etapie treningu zbyt często powoduje pracę w odwrotnym ustawieniu, a tego zdecydowanie nie chcemy utrwalać 😉

  • dużo pracujemy na lonży:

jest to doskonała okazja, żeby przyjrzeć się jak pracuje koń i czy to, co czujemy z siodła, pokrywa się z tym, co widzimy w ruchu na lonży, dodatkowo, korzystając z braku jeźdźca na grzbiecie, możemy stopniowo zwiększać zakres ruchu w poszczególnych chodach. Jestem wielką fanką lonżowania i uwielbiam tą formę pracy, jest to nieodłączny element treningu wszystkich koni. Na tym etapie robimy z Potworzycą takie ćwiczenia jak: pomniejszanie i powiększanie koła w kłusie i galopie, dodania i skrócenia, bardzo dużo przejść.

30.09.2019

I ostatnie zdjęcie porównawcze w tym cyklu:

a także zestawienie maj-wrzesień:

 

oraz w ruchu:

 

Od października Potworzyca ma nowego jeźdźca:

więc będę obecna w jej treningu głównie z ziemi 😉

 

Dlaczego w ogóle powstał cykl „Metamorfoza Potworzycy” ? Ponieważ dla mnie nie ma znaczenia, czy dany koń jest warty 5 czy 50 tysięcy. Uważam, że każdy koń, niezależnie od predyspozycji, o ile poświęci mu się odpowiednią ilość pracy, może być dobrze umięśniony, prawidłowo odpowiadać na pomoce, zostać wyszkolony do mniej więcej kl. C (wyżej zwykle brak predyspozycji, wady budowy, trudny charakter – okazują się przeszkodą nie do przejścia). Oczywiście trenując utalentowanego konia, praca jest, nie przesadzę jak powiem, że kilkukrotnie łatwiejsza i przede wszystkim zwykle o wiele przyjemniejsza – prawie za każdym razem jak mam wsiąść na Mambę nogi nie wiedzieć czemu kierują się w odwrotnym kierunku, niż stanowisko do siodłania, a reszta ciała mówi mi: ojejejej, ojojć, znów będzie tak trudno, auć auć, trzeba będzie się wysilać… Jednak satysfakcja z postępów jest nieporównywalnie większa (niestety zwykle nie jest to satysfakcja mierzona wynikami na zawodach, tylko radość z różnicy pomiędzy stanem wyjściowym a obecnym oraz osiągniętych efektów). I to poczucie satysfakcji, zwłaszcza z pracy z mniej utalentowanym koniem, należy w sobie każdego dnia pielęgnować

 

Dodaj komentarz

Close Menu