Bakalia

Bakalia

  BAKALIA – koń szkółkowy, którego „ruch” (bo ruchem nie bardzo da się to nazwać) w momencie rozpoczęcia treningu  przedstawia poniższy film:

 

 

 

 

 

Przebywała u nas w treningu ok. 7 tygodni (niestety, tak krótko), trening zmierzał głównie do poprawy rozluźnienia całego konia, choć głównie linii grzbiet-szyja oraz jakości i obszerności ruchu. W tym czasie starałam się w miarę możliwości uwieczniać swoją pracę, co nie zawsze było łatwe – większość zdjęć i filmów robię sama, telefonem, jednocześnie „ogarniając” konia, tak więc jakość czasem pozostawia sporo do życzenia 😉 .

Trening przebiegał wyłącznie poprzez pracę z ziemi (szczerze powiedziawszy, patrząc na wszystkie napięcia w jej ciele ostatnie, o czym bym pomyślała, to żeby na nią wsiadać) i polegał na:

  • pracy na lonży – początkowo głównie nad uaktywnieniem zadu poprzez zagalopowania z kłusa oraz dodania na kilka foule w galopie, później również praca nad rozluźnieniem w samym kłusie, a także nad kondycją, która pomimo pracy w szkółce – była żadna  (20 minut porządnej pracy to dużo większy (i o wiele bardziej wartościowy) wysiłek dla konia, niż 3 godziny dreptania w zastępie!)

 

  • niedużych skokach  na lonżowniku w celu podniesienia / rozciągnięcia grzbietu, tu warto zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz: aby takie skoki przyniosły jakikolwiek efekt, koń powinien skakać przyjmując prawidłową sylwetkę (baskil).

Zdjęcia z początku treningu, grzbiet i szyja ułożone odwrotnie:

 

I po około miesiącu treningu:

 

Zwykle poprzez prawidłowo prowadzony trening koń sam zaczyna właściwie układać ciało w skoku. Ja wolę podczas treningu trzymać lonżę, niż mieć konia puszczonego zupełnie luzem – za pomocą lonży można miękko wskazywać koniowi kierunek: do przodu i w dół. W przypadku tego konia istniała jeszcze jedna przeszkoda w prawidłowej pracy grzbietem i szyją – koń nie został nigdy nauczony prawidłowego podejścia do przeszkody i wyboru optymalnego miejsca odbicia, zwykle podchodził za blisko – tak wykonany skok nie ma szans być prawidłowy i spełniać swojej „terapeutycznej” roli, dlatego przez cały okres ćwiczeń  używaliśmy wskazówki (efekt był widoczny już po 2-3 treningach):

Warto zwrócić uwagę na wysokość przeszkód – skok ma być dla konia łatwy do wykonania, nie wywołujący niepotrzebnej ekscytacji, ale też przeszkoda nie powinna być zbyt niska, bo wtedy skok nie wywoła oczekiwanego efektu uniesienia grzbietu. W tym przypadku najlepiej sprawdziły się wysokości ok. 55-60 cm. Dobrze jest również wybrać optymalne dla konia tempo najazdu – na tyle wysokie, aby skok był energiczny, ale na tyle spokojne, żeby koń się nie ekscytował ani nie „przelatywał na płasko” nad przeszkodą.

  • stęp w ręku w teren – w tym przypadku stęp jest elementem treningu (a nie relaksującym spacerem po wyczerpującym treningu pod siodłem), dlatego warto zwrócić uwagę, aby tempo było marszowe, a koń zachęcany do głębszego wkraczania tylnymi kończynami pod kłodę – dlatego na trening dobrze jest zabierać bat ujeżdżeniowy:

W przypadku tego konia stęp stanowił najtrudniejszy do poprawy chód, i tak jak w kłusie i galopie po tych 7 tygodniach było widać bardzo wyraźną różnicę, tak stępa niestety nie udało się znacząco poprawić (tak naprawdę dzięki Bakalii powstał pomysł utworzenia w naszym ośrodku różnych górek treningowych – „plac zabaw” dla koni jest już  ukończony, czekamy tylko aż ziemia się „uklepie” i kolejne konie już będą trenowały stęp na wzniesieniach, a także specjalnych cavaletti).

  • podstawowych ćwiczeniach stretchingu „za marchewką” – są one doskonałym uzupełnieniem treningu każdego konia. My wykonywaliśmy je ok. 5 x tyg. i bardzo się naszej blond-piękności spodobały 😉

 

Pamiętajmy, że ćwiczenia rozciągające wykonujemy tylko po uprzedniej rozgrzewce, a także zwracajmy uwagę, aby były wykonywane coraz bardziej prawidłowo (np. nogi konia powinny być proste, zamiast uginać się / odrywać się od ziemi w celu uniknięcia rozciągnięcia, powinny także być ustawione równo itd.). Nasze zdjęcia zostały wykonane na samym początku treningu. Z czasem zwiększamy ilość powtórzeń danego ćwiczenia, zakres rozciągnięcia, a także staramy się wydłużyć czas utrzymania rozciągnięcia – my doszłyśmy do ok. 4 sekund.

  • ćwiczenia rozciągające w ruchu – tu przede wszystkim cofanie i krzyżowanie tylnych nóg / zwrot na przodzie, które rozciągają mięśnie grzbietu, unosząc go i tym samym rozluźniając a także powodując głębsze wkraczanie kończyn tylnych pod kłodę.

Wykonując te ćwiczenia, czy to z ziemi, czy z siodła, aby spełniały one swoją rolę, muszą być wykonywane powoli, cierpliwie i bez stresu. W przeciwnym wypadku albo nie przyniosą efektu, albo przyniosą wręcz odwrotny.

 

Przez te półtora miesiąca Bakalia zmieniła się nie do poznania – zarówno pod kątem ruchu: rozluźnienia i obszerności kroków – efekt końcowy:

 

przybyło jej trochę mięśni:

a także (co chyba najbardziej cieszy) bardzo poprawiła się relacja z człowiekiem – wcześniej na widok osoby z kantarem (jak sporo koni szkółkowych, niestety) uciekała w najdalszy kąt padoku lub chowała się za członkami stada, pod koniec pobytu u nas natomiast tak mnie witała (zaznaczam, że nigdy nie podchodziłam do niej ze smakołykiem!):

 

Na koniec pobytu u nas miała sesję zdjęciową w koreczkach <3 (która jednak trochę się nie udała z uwagi na zbyt ostre słońce 🙁 ), a ostatni dzień przed wyjazdem spędziła na trawie jako najpiękniejszy koń na padoku <3

 

 

I na koniec krótki filmik podsumowujący trening:

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu