Mijam

Mijam

Miesiąc temu (05.10.2021) przyjechał do mnie 10-letni  wałach zawodniczki paraujeżdżenia. Głównym zgłoszonym problemem było brykanie podczas zagalopowania (i czasami podczas zakłusowania), a w trakcie miesięcznego pobytu konia w mojej stajni miałam podjąć próbę ustalenia przyczyny takiego zachowania i zaproponować rozwiązanie.

Życie byłoby piękne, gdyby sprawy były tak proste, na jakie wyglądają 😉 . Problem oczywiście okazał się bardziej złożony, a jego główne części składowe to:

  • stan zdrowia konia

Jeżeli koń wykazuje agresywne zachowania lub w sposób zdecydowany buntuje się podczas pracy, należy przede wszystkim uważnie sprawdzić stan jego zdrowia i wykluczyć odczuwanie bólu, gdyż żaden koń, nawet najkochańszy, nie będzie pracował w bólu. Wezwałam naszego weterynarza (przy okazji polecam najlepszego na świecie lek. wet. Michała Stachowiaka – bardzo wnikliwy i dokładny, obdarzony niespotykaną intuicją  – tylko spojrzy i już wie, co dolega 😉 ). Potwierdziła się diagnoza sprzed kilku lat, doszło kilka nowych “awarii”. Mimo ciekawości czytelników 😉 niestety nie będę w tym miejscu dzielić się szczegółami stanu zdrowia tego konia, ponieważ nie wiem, czy właścicielka by sobie tego życzyła. Weterynarz zaproponował dalszą drogę postępowania, uwzględniającą:
– po pierwsze i po najważniejsze: zmianę dotychczasowego sposobu treningu i użytkowania konia, konieczność zbudowania solidnych mięśni (przede wszystkim grzbietu, ale nie tylko), wypracowanie nawyku poruszania się w prawidłowym ustawieniu
– po drugie: leczenie farmakologiczne, które niestety bez powyższego, czyli bez prawidłowego treningu, nie przyniesie efektu lub będzie on bardzo krótkotrwały.

  • dotychczasowy sposób użytkowania i trening

Koń został zakupiony przez fundację na rzecz osób niepełnosprawnych, z przeznaczeniem dla zawodniczki paraujeżdżenia do startów w zawodach, a także do zajęć hipoterapii dla cięższych jeźdźców (niestety nierzadko ważących ponad 85 kg, jeżdżących na oklep, również kłusem) oraz sporadycznych jazd rekreacyjnych. Moim zdaniem, przede wszystkim, albo koń jest przeznaczony do sportu, wtedy jest szansa w miarę prawidłowo go szkolić, albo pełni rolę konia do zajęć hipoterapii, co niestety nie ma szans być dla konia przyjemnym obowiązkiem, powoduje u konia wiele napięć i przeciążeń i w efekcie niechęć do pracy. Osobną kwestią jest fakt, że do typowych zajęć hipoterapii trochę inaczej szkoli się konia, odczula go na różne bodźce (w tym płynące z ciała jeźdźca), uczy go przekazywania wzorca ruchu osobie z dysfunkcjami itd. Trenując konia sportowego natomiast oczekujemy wrażliwości i reakcji na najlżejsze sygnały dosiadu.  Oczywiście jedno i drugie przeznaczenie konia jest bardzo szlachetne w swym założeniu i służy wyższym celom, jednak, moim zdaniem, jedno wyklucza drugie, trudno bowiem próbować przekonywać konia, że w prawidłowym ustawieniu można się rozluźnić i jest bezpiecznie i warto jest reagować na delikatne sygnały dosiadu, żeby chwilę później oczekiwać, aby ignorował ból / dyskomfort związany z obecnością i ruchami pacjentów na swoim grzbiecie, w dodatku nierzadko przejmując ich napięcia fizyczne i problemy emocjonalne.

W trakcie pobytu Mijama u nas, podczas moich jazd na nim, pode mną próbował na początku bryknąć kilka razy, później problem całkowicie ustąpił. Aby jak najbardziej ułatwić mu pracę, przywrócić chęć do ruchu naprzód i pozwolić “zapomnieć” o poprzednich nawykach,  pracowałam w następujący sposób – i ten sam sposób zaleciłam zawodniczce do realizacji po powrocie “do domu”:

  • wymieniłam wędzidło na grubsze i delikatniejsze, wypięłam skośnik a następnie usunęłam nachrapnik w ogóle, podczas zakładania ogłowia wraz z wędzidłem podawałam koniowi smaczka. Mijam niestety bardzo nie lubi wędzidła, początkowo pysk trzeba mu było otwierać niemal na siłę, a jak tylko na grzbiecie pojawiał się jeździec, koń przekładał język przez wędziło. Nie jestem zwolenniczką dokarmiania konia z ręki toną smaczków, właściwie to prawie nigdy ich nie używam, mam jednak od zawsze zwyczaj podawać wszystkim koniom cukierka wraz z wędzidłem, powoduje to po pierwsze milsze skojarzenia z kiełznem, po drugie – koń żując smaczka uruchamia żuchwę, wydzielanie śliny, co pomaga się rozluźnić, eliminuje efekt zaciśniętego, nieczułego pyska. Odnośnie przekładania języka przez wędzidło – dzieje się tak z różnych powodów, w tym wypadku przyczyną jest duża niechęć tego konia do pracy, do wędziła, do kontaktu z ręką jeźdźca. Używanie skośnika nie rozwiązuje problemu, wręcz go nasila – jeszcze bardziej usztywnia pysk, powoduje frustrację, poczucie ograniczenia i niemożności poradzenia sobie z dyskomfortem. Należy zacząć pracę nad wyeliminowaniem przyczyny niechęci do pracy (w tym przypadku po pierwsze zdrowotnej, po drugie: związanej z dosiadem, kontaktem, używaniem pomocy  i jakością pracy ogólnie).

  • aby “odblokować” chęć do ruchu naprzód, jeździłam głównie po liniach prostych, w galopie głównie półsiadem, z wodzami luźnymi lub nawet trzymanymi za sprzączkę – na szczęście Mijam bardzo dobrze reaguje na sygnały dosiadu i głos, dlatego bardzo szybko ogłowie zamieniłam na kantar z wodzami, a następnie na cordeo. Takie rozwiązanie (zwłaszcza to ostatnie) daje koniowi całkowitą swobodę w wyborze takiego ustawienia głowy i szyi (a w konsekwencji – reszty ciała), w jakim czuje się najbardziej komfortowo. Tutaj bardzo ważne jest, aby jeździec potrafił całkowicie uniezależnić rękę od reszty ciała i mieć ją przez całą jazdę całkowicie luźną i oddającą. Nawet na luźnych wodzach, nawet na kantarze, ba!, nawet na cordeo, czyli nawet kiedy nie trzeba się martwić o swój pysk, koń doskonale wyczuwa najmniejsze napięcia ręki siedzącego na nim człowieka i odpowiada na to usztywnieniem szyi, grzbietu, niechęcią do ruchu naprzód. Odradziłam zawodniczce w początkowym okresie wykonywania kół, wolt i innych ciaśniejszych figur ujeżdżeniowych, zaleciłam natomiast jak najczęstsze wyjazdy w teren.

 

  • kolejną kwestią jest niechęć konia i jego nieprawidłowa reakcja na pomoce popędzające – niestety w większości szkółek pokutuje zbyt mocne i nieprawidłowe używanie łydki i – o zgrozo! – wypychanie konia “krzyżem”. Wiele koni, w reakcji na taki “atak”, usztywnia się, podnosi głowę do góry i zamiast przyspieszyć – zwalnia. Poleciłam zawodniczce jazdę półsiadem, zagalopowania wyłącznie w półsiadzie, żadnego kłusa ćwiczebnego i galopu w pełnym siadzie. Pomoce łydkami powinny być symboliczne i w razie potrzeby poparte głosem (przyjaznym okrzykiem, cmoknięciem), aby koń sam z siebie chciał iśc do przodu i uwierzył, że nikt nie będzie mu w tym przeszkadzał.
  • odnośnie samego brykania podczas zagalopowania – jeżeli jest oznaką bólu, to koń ma pełne prawo tak się zachowywać. Należy zacząć od wyeliminowania bólu poprzez leczenie farmakologiczne oraz zmianę sposobu treningu i zbudowanie niezbędnych mięśni. W dalszej kolejności można się zająć samym nawykiem brykania – zamiast w tym momencie pozwolić koniowi się zatrzymać okazując tym swoją bezradność, lepiej wysłać energicznie konia naprzód, aby zajął się aktywnym ruchem do przodu, a nie kierował swoje ciało w górę 😉  To rozwiązanie wydaje mi się sensowniejsze, niż próby karania konia batem za to, że bryka.
  • co jeszcze można zrobić dla Mijama? Na pewno pomogą ćwiczenia “stretchingu marchewkowego” – zaczęliśmy je u nas, ale wychodziły jeszcze dość nieporadnie 😉 , na pewno ćwiczenia z ziemi takie jak: cofanie (tu należy zwrócić uwagę, aby koń trzymał głowę nisko – można zachęcić go do tego marchewką), stęp w ręku przez cavaletti (drągi uniesione nad ziemią) – również z nisko umiejscowioną głową. Na tym etapie wyszkolenia zarówno konia, jak i zawodniczki, nie polecałabym wykonywania cavaletti pod siodłem, zwłaszcza w kłusie czy galopie. Zawsze w takich przypadkach pomocna okazuje się praca na górkach (najlepiej w stępie w ręku) – wejście pod górkę fajnie angażuje zad do “pchania” ciała pod górkę, bardzo wzmacnia mięśnie grzbietu, natomiast zejścia z górki bardzo dobrze “wydłużają” wykrok przednich kończyn i otwierają łopatki, a także podstawiają zad głębiej pod kłodę. Jedno i drugie bardzo fajnie poprawia równowagę oraz świadomość swojego ciała.

  • osobną kwestią jest, zalecona zarówno prz weterynarza, jak i przeze mnie, konieczność zbudowania koniowi odpowiednich mięśni grzebietu (i nie tylko), najlepiej poprzez prawidłową pracę najpierw na lonży, a potem pod siodłem. Praca ta powinna zostać wykonana przez profesjonalistę, niestety amator sam tego nie zrobi (zwłaszcza w sytuacji, kiedy problem osiągnął już taką skalę). Bez tej, najważniejszej części treningu, poprawa zachowania konia niestety może nie nastąpić, mimo leczenia farmakologicznego i dużego zaangażowania zawodniczki w zmianę sposobu jazdy.

Niestety nie nagrałam, tak jak to u nas w zwyczaju, filmiku “przed i po”, gdyż w krótkim czasie jednego miesiąca trudno o spektakularną zmianę w sposobie pracy czy umięśnieniu konia. Planowałam nagrać filmik z zagalopowaniami bez brykania – niestety w ostatnich dniach fatalna pogoda mi to uniemożliwiła 🙁 tak więc trzeba się zadowolić zdjęciami z treningów 🙂

Dodaj komentarz