Nigeria i Johnny – wracamy w trening!

Nigeria i Johnny – wracamy w trening!

Ta oszałamiająca ilość kropek to Nigeria (xo). Po 1,5 rocznej przerwie znowu w treningu. Przewrażliwa na pomoce, rewelacyjnie odpowiadająca na najlżejsze sygnały, szlachetna i super delikatna. W kłusie niemal płynie nad ziemią, w stępie daje całą siebie. Obszerny, elastyczny, miękki ruch jest tak zwaną wisienką na (kropkowanym) torcie. W 2015 r. startowała pode mną w kl. L z wynikami powyżej 65 %, potem „odpoczywała” pracując z mniej doświadczonymi jeźdźcami, by od tej wiosny powrócić do treningów, z nadzieją na starty w klasie wyżej. Pomału wraca dawna reakcja na pomoce, rozluźnienie, zgięcie, praca grzbietu. Zrzucanie pozimowego brzuszka jeszcze potrwa. Natomiast mięśnie – do całkowitej przebudowy, kompletnie i zupełnie. Pamiętajcie o tym rozpoczynając pracę z młodym (wiekiem lub treningiem) koniem – poruszanie się w określonym ustawieniu, używanie danych mięśni, ich rozciągnięcie, rozluźnienie – to wszystko dla konia zaczynającego trening jest ciężką pracą, która powinna być wprowadzana stopniowo i wymaga bardzo dużo czasu. Nie złośćmy się na nasze konie, że z początku „uwalają się” na wędzidło lub uciekają ponad kontakt, nie zginają się na łukach, a uniesiony grzbiet dość często przegrywa z grawitacją – nie jest to nieposłuszeństwo ani zła wola naszego wierzchowca, tylko trudny proces budowania odpowiedniej muskulatury, który trwa wiele, wiele tygodni. Przedstawiony na zdjęciu egzemplarz niestety ma przykry zwyczaj ciągnięcia głową w dół, a za głową niestety spada cała reszta konia , co w połączeniu z tendencją mojego dosiadu do przewracania się do przodu, tworzy niezbyt szczęśliwy duet. I choć podnoszenie końskiego łba (nawet tego w przepiękne kropki) z podłogi nie należy do najlepszych rozrywek jakie znam, z tygodnia na tydzień mięśnie stają się coraz mocniejsze i przystosowane do dźwigania swojego właściciela, w dodatku wraz z jeźdźcem
Zdjęcie niestety z 2015 r. (permanentny brak fotografa w tym roku )

 

A ta żółta, wielka góra tłuszczu…. tfu, mięśni to Johnny. Bezsprzecznie, bezapelacyjnie i bez cienia przesady – najinteligentniejsza kopytna bestia, z jaką miałam kiedykolwiek do czynienia. Precyzyjny co do 0,0001 mm – pójdzie dokładnie tam, gdzie pokaże mu dosiad, zareaguje dokładnie tak, jak mu powiedzą pomoce. Wykorzysta każdą sekundę dekoncentracji jeźdźca, wszystkie luzy w kierownicy i każdą nieprzemyślaną decyzję. Czyni go to z jednej strony niepowtarzalnie wspaniałym partnerem do jazdy, z drugiej – ogromnym wysiłkiem intelektualnym dla jeźdźca ;P . Jazda na nim to jak gra w szachy. Niejeden się o tym przekonał .
Johnny również po baaaaardzo długiej przerwie (na którą jestem na siebie zła) wraca w tym roku w trening. Najbardziej lubimy pracować w galopie. Zginamy się póki co niechętnie. Pozimowe brzuszysko strasznie dużo waży (cholerna grawitacja …). Najtrudniej jest w stępie – uwierzcie mi – raz zepsuty/zaniedbany stęp jest bardzo trudny do ponownego wypracowania.
Johnny przygotował dla Was kilka niespodzianek na ten rok – ale o tym już niedługo

Obraz może zawierać: 1 osoba, jedzie konno, koń i na zewnątrz

Dodaj komentarz

Close Menu