Trening Hetman

Trening Hetman

Hetman vel Kulek (kulek = rodzaj męski od: kulka – przyp.red.).
Jakoś tuż przed wakacjami, otrzymałam mejla, dość oficjalnie napisanego 😉 , z zaptaniem o trening konia. Mejl jakich wiele, na tym etapie nic nie zapowiadało takiej zajefajnej przygody pod tytułem: Hetman 😀 <3
Uzyskawszy informację, gdzie mniej więcej leży główny problem właścicielki, uznałam, że najpierw przyjadę delikwenta obejrzeć w jego rodzimej stajni, z zastrzeżeniem, że chciałabym zobaczyć dotychczasową pracę z koniem od samego początku, czyli od momentu przyprowadzenia konia do czyszczenia. Dotarłam na miejsce o umówionej porze, a oczom moim ukazał się słodko-zatrważający obrazek. Słodko: prześliczny, jasno-myszaty kuc, mieszanka kn i sp, z piękną odmianą na głowie i 2 białymy skarpetkami, cały piękny i zalotny. Zatrważający: podczas czyszczenia – totalne ADHD, przysięgam, 3 sekund to to nie ustało bez kręcenia się, przestępowania z nogi na nogę, brania wszystkiego w zęby, prób podgryzania właścicielki. Obserwowałam sobie ten proces z lekkiej oddali, nie nawiązując żadnej interakcji ani z koniem, ani z właścicielką, z zupełnie neutranym nastawieniem do sytuacji. Wisienką na torcie było, jak osiodłani i gotowi do jazdy przeszli obok mnie, a Kulek, bez żadnego powodu, wierzgnął ze złością zadnią nogą w moim kierunku :O

Dalej było już tylko gorzej – poprosiłam Monikę (właścicielkę) najpierw o zaprezentowanie pracy na lonży, a następnie z siodła.

Obserwując krótką próbę wylonżowania konia, nie mogłam się zdecydować, kto kogo lonżuje – człowiek konia, czy koń człowieka. Kulek wykonywał przeróżne manewry, o kłusie niestety można było głównie pomarzyć. Tylko dla formalności poprosiłam Monikę, aby wsiadła, ponieważ nie spodziewałam się nagłej zmiany klimatu – i miałam rację – próba ruszenia wskazanym przez jeźdźca chodem oraz obrania przez niego kierunku poruszania się okazały się całkowicie bezskuteczne 🙁 . Nie tracąc czasu uzgodniłyśmy termin przyjazdu konia do mnie do Przecławia.

W ok. kwadrans udało się załadować Hetmana do przyczepy, po kilku próbach, kiedy to z upodobaniem stawiał kopyta wszędzie, tylko nie na rampę i ruszyłyśmy w drogę.

Po przyjeździe, po kilku dniach pracy z Kulkiem z ziemi (od tego zawsze zaczynam trening nowego konia, bez znaczenia, z jakim przyjechał probemem czy na jakim poziomie wyszkolenia), uzgodniłyśmy z Moniką, że nasza praca powinna pójść dwutorowo:  najpierw ja zajmę się osobno koniem i osobno właścicielką, a następnie spróbujemy złożyć jedno i drugie razem. Pozwólcie, że opiszę wszystko po kolei:

1. MONIKA
Do poprawy i nauki było naprawdę sporo, z najważniejszych rzeczy:

  • dosiad – od treningów dosiadowych na lonżowniku każdy bez wyjątku u mnie zaczyna swoją jeździecką edukację.  Do poprawy była równowaga, zaburzona nieprawidłowym ułożeniem łydek – Monika w poprzednich latach uczona była trącania konia łydkami umieszczonymi zdecydowanie za daleko za popręgiem (patrz poniższe zdjęcie), co wpłynęło na szereg usztywnień i nieprawidłowości w ułożeniu kolejnych części ciała: kurczowo przyciśnięte do siodła kolana, tzw. “kaczy kuper” z wypchniętym do przodu brzuchem i w reakcji na to wszystko – ramiona przesadnie cofnięte, a głowa i szyja wyciągnięte do przodu (na zdjęciach dostrzec można przesadnie cofniętą łydkę, pozostałe części ciałą w stój i w stępie udawało się z grubsza opanować, dopiero w kłusie i galopie działy sę rzeczy straszne).

 

Monika i Hetman w poprzedniej stajni

Monika i Hetman w poprzedniej stajni

(zdjęć w innych chodach, z przyczyn opisanych poniżej, brak)

  • nauki wymagał również półsiad, który Monika wykonywała nieprawidłowo, bez równowagi i niezbędnego oparcia w strzemionach. Zaproponowałam Monice, aby na jakiś czas zrezygnowała ze swojego miękkiego, głębokiego i super wygodnego  😉 siodła ujeżdżeniowego na rzecz siodła wszechstronnego (aż tak twardego Ci Monia nie życzyłam, wybacz! 😀 ). Nauka pełnego siadu w galopie to oddzielna historia, którą rozpoczęłyśmy po wielu miesiącach wzmacniania jeźdźca w półsiadzie i pleców konia poprzez prawidowy trening.
  • kolejnym, koszmarnym problemem Moniki była ręka – stale na wpół wyprostowana i na wpół sztywna, a przede wszystkim (niestety) reagująca natychmiastowym szarpnięciem na każde przyspieszenie konia. Ten nawyk wziął się po części ze strachu przed różnymi zachowaniami konia, który w ten sposób pokazywał, że nie odpowiadał mu ówczesny trening, po części z poleceń, które Monika otrzymywała na treningach, aby skracać wodze, utrzymywać koniowi głowę w górze itd. Praca Moniki nad ręką była długa i wyboista 😉 , zaowocowała jednak pięknym obrazkiem, jak to  Monia pędzi pełnym galopem przez wielką łąkę, w półsiadzie, na mega długich wodzach i z zupełnie luźną ręką, a koń pięknie wydłuża szyję do przodu i w dół. Dla takich obrazków warto było tak długo zdzierać na nią struny głosowe 😉 .
    Po wielu miesiącach żmudnej pracy udało się wypracować:
    – łydkę prawidłowo ułożoną tuż za popręgiem
    – piękny półsiad w równowadze
    – kłus anglezowany, który – nareszcie! – nie przeszkadza koniowi
    – piękny, przyklejony do konia dosiad w galopie w pełnym siadzie
    W każdym rodzaju dosiadu do dopracowania pozostaje nam jeszcze ustabilizowanie dolnej części nogi, a także od czasu do czasu jeszcze pięta ucieka za wysoko, ale ogólny obrazek jest super! <3
    – miękką, elastyczną, podążającą za koniem rękę (dawne nawyki powracają bardzo sporadycznie).
  • w pracy nad dosiadem bardzo pomogła bardzo dobra kondycja fizyczna Moniki, jej ogólne wygimnastykowanie i chęć do ruchu i aktywnego spędzania czasu (zwróćcie proszę uwagę na jej super figurę na zdjęciach i filmach obecnie, w porównaniu do tych z roku 2017-2019!  – szkoda, że nie mogę przypisać sobie również fizycznej metamorfozy Moniki, bo z chęcią bym się pochwaliła takim efektem! 😀 ). Kolejnymi atutami Moniki był (i nadal jest) ogromny zapał i chęć do pracy bez żadnych dyskusji czy wymówek, nastawienie na pracę przede wszystkim NAD SOBĄ (oryginalna wypowiedź właścicielki Hetmana: “koń chodzi aż gwizda, tylko jeździec……..”  😉 ) ( podczas, gdy większość ludzi chciałaby słyszeć, że tylko konia wystarczy “naprawić”), a także niesamowite, niekończące się pokłady optymizmu i pozytywnej energii! <3 Każdy chciałby otaczać się tylko takimi ludźmi!

Monika i Hetman – Przecław, wrzesień 2020 r.

Monika i Hetman – Przecław, wrzesień 2020 r.

  • pomoce jeździeckie: no dobra, dosiad to tylko pierwszy (najważniejszy) etap edukacji. Kolejny jest zawsze o wiele trudniejszy, gdyż zwykle jeździec, otrzymawszy wreszcie swojego konia we własne ręce, zaczyna z nim wyprawiać rzeczy straszne. I w tym przypadku było ich bez liku:
  • fatalny w skutkach, wyuczony na amen przez poprzedniego trenera nawyk wielokrotnego, bezcelowego trącania konia łydką, który zaczynał się już w stępie i przewijał się przez każdy kolejny chód. Takie działanie wyrządza spustoszenie zarówno w dosiadzie (o czym pisałam powyżej), a przede wszystkim dezorientuje i irytuje konia, powodując zupełne otępienie reakcji na łydkę, zablokowanie grzbietu, niechęć do jakiegokolwiek ruchu. Edukacja Moniki w tym zakresie była trudna i żmudna i polegała na wbiciu sobie do głowy, że każde, najlżejsze działanie jeźdźca ma wywołać u konia reakcję. Uczę tego praktycznie każdego jeźdźca, który się do mnie zgłasza, ale w przypadku tak zniszczonej i nieprawidłowej reakcji Hetmana na człowieka, nauka była naprawdę trudna, gdyż obydwoje bardzo łatwo powracali do dawnych schematów.
  • odblokowanie u jeźdźca obawy przed ruchem konia do przodu, wyuczenie, aby ręka pozostawała luźna i pozwalająca na ruch niezależnie od sytuacji, nauka lekkiego i elastycznego podążania za ruchem konia, nauka operowania swoim własnym poziomem energii, aby móc wpłynąć na energię konia – tak naprawdę całe ciało Moniki, fizycznie i psychicznie,  podświadomie działało przeciwko ruchowi konia naprzód 🙁
  • nauka ogólnych zasad prawidłowego treningu konia, jego rozluźnienia, roli aktywnego ruchu naprzód w prawidłowej pracy grzbietu, roli dosiadu, który w tym wszystkim nie przeszkadza, roli zewnętrznej wodzy i wewnętrznej łydki itd.
  • nauka “uśmiechniętej stanowczości” wobec konia, stanowczości bez agresji, sztywności, jakichkolwiek negatywnych emocji u człowieka, a  jednocześnie skutecznej i w pełni respektowanej przez konia. Tej umiejętności (moim skromnym zdaniem) uczymy się latami, a jej zdobycie powoduje efekt WOW (jak ty to robisz, że nic nie robisz, a koń robi wszystko ??!! :O ) , w którym okazuje się, że wcale nie trzeba zadawać “nieposłusznemu”  koniowi bólu. Ta nauka jest dla mnie jako trenera o tyle trudna, że muszę dotrzeć do czyjejś głowy, do czyichś emocji i wyobrażeń i zrobić tam trochę porządku – uwierzcie mi, o wiele, wiele łatwiej pracuje mi się z czyimś ciałem na treningach dosiadowych! Monika w swojej drodze do bycia naturalnym przewodnikiem dla swojego konia osiągnęła niesamowity progres i na pewno jest już za połową drogi, a partnera ma niełatwego, o czym poczytacie dalej. Od jazdy na lonżowniku ze mną w środku, później ze mną na zewnątrz, poprzez wsiadanie na Hetmana bezpośrednio po mnie, jazdę w terenie, gdzie – ku zaskoczeniu wszystkich – stosunkowo łatwo jej przyszło dogadać się z koniem na jej zasadach, aż po obecny czas, gdzie śmigają po placu galopem i skaczą niskie przeszkody nawet jak nie ma mnie na placu.

Jazdę Moniki od roku 2017 aż do teraz oraz zmianę, jaka nastąpiła w koniu, możecie porównać na poniższym filmie.

(Uprzejmie proszę o powstrzymanie się od komentarzy – Monika w poprzednich latach pracowała regularnie z trenerem, sposób jej oddziaływania na konia nie był jej pomysłem, tylko wykonywaniem poleceń trenera.)

2.  HETMAN

Nie dość, że urodzony w Święto Wojska Polskiego, w dodatku z takim imieniem (dobrze, że nie messerschmitt, hahaha!) – cóż, w tych okolicznościach nie mógł powstać pokorny,  łagodny i układny konik. O nie! Kuluś swym wyglądem myszatego aniołka oszuka każdego – nabrał również 3 lata temu obecną właścicielkę  😉 . Hetman jest koniem bardzo inteligentnym, ciekawskim, żywym, stale analizującym otoczenie. Takie konie to prawdziwa frajda dla dobrego, doświadczonego trenera, który umie wykorzystać ich potencjał i skierować je na właściwe tory. Niestety,w  nieodpowiednich rękach praca poza tym, że przypomina orkę pługiem ręcznym, to z czasem staje się po prostu niebezpieczna. W stadzie bardzo dominujący, przekonany o swojej zajebistości, z silną potrzebą kontrolowania co kto je, kiedy i dlaczego (z tego powodu mieszka głównie z osiołkiem, który ma wybujałe ego Kulka w głębokim  poważaniu). W poprzedniej stajni niestety większą część doby spędzał w boksie, na padok wychodził na 2-3 godziny, samotnie, co jeszcze potęgowało jego frustrację związaną z nieprawidłowym treningiem.

Kulek wieczorową porą 😉

Problem, z jakim zgłosiła się do mnie jego właścicielka, to brak reakcji konia na pomoce popędzające i trwająca od ponad roku niemożność zakłusowania. Usłyszawszy to przez moment miałam przerażającą wizję, że trzeba będzie bat na wędkę i lać – na szczęście nic takiego nie było konieczne, uff. Okazało się, że u tego konia generalnie nic nie było prawidłowe: ani relacja z człowiekiem z ziemi, ani praca poszczególnych części ciała w ruchu, ani reakcja na jakiekolwiek pomoce. Koń był całkowicie zdezorientowany, sfrustrowany, zablokowany i w efekcie – cały nastawiony na: nie. Bez kondycji, bez mięśni, pokryty słodką kołderką podskórnego tłuszczyku (ciężko było doszukać się np.  słabizny). Ah nie, przepraszam, miał jeden, wspaniale rozwinięty mięsień – ten na dole szyi, służący do walki z ręką jeźdźca 🙁 .

Zaczęłam jak zwykle od pracy z ziemi, podczas której ustaliliśmy, że jednak bardziej się opłaca koncentrować na człowieku i szanować go. Dalej – praca nad tym, aby koń chętnie ofiarował mi swoją energię, a w ruchu dostrzegł raczej zabawę, niż przymus. Ten rodzaj pracy z nim szczególnie miło wspominam. Jak przyszedł czas na wsiadanie, to najchętniej przyodziałabym jakąś zbroję i hełm – serio, trochę miałam cykora czy się ze mną nie zabierze do stajni wyskakując z lonżownika lub w jakimś dziwnym ataku buntu np. nie wywali wraz ze mną na ziemię – na szczęście nic takiego się nie wydarzyło 😉 . Po pierwszej jeździe na lonżownku dalej przeniosłam się na czworobok lub plac, jeździłam dużo półsiadem, wyłącznie na zupełnie rzuconych wodzach (co kilkukrotnie poskutkowało wywózką z czworoboku, ale nevermind). Koń chodził pode mną, jakby nie wierzył, że może kłusować i galopować. Równowagę miał jak u świeżo zajeżdżonego trzylatka (czyli żadną), grzbiet napięty jak nieoheblowana deska, orientacja w terenie (w sensie – ściana, przekątna, koło) – zerowa. Jak już uzgodniliśmy, że ruch do przodu jest ok, zaczęłam pracę na kontakcie – tu niestety zaczęło się niekończące siłowanie się z moją ręką – dopiero dokładna analiza nagrań z dotychczasowego treningu tego konia w poprzedniej stajni pozwoliła mi w pełni zrozumieć, dlaczego on się aż tak broni przed wodzami. Nawet teraz (grudzień 2020 r.) kontakt, rozluźnienie grzbietu i ogólna przepuszczalność tego konia pozostawia jeszcze bardzo wiele do poprawy i zależna jest od tzw. nastroju konia – są okresy, kiedy Kuluś Kuleczek naukochańszy cudownie pracuje i dawajcie jakieś zawody to podbijemy każdy czworobok i jeszcze dostaniemy dodatkowe punkty za urodę, są też takie, gdzie najsensowniej by go było przekręcić przez maszynkę do mięsa (i za życia jeszcze posypać solą i pieprzem). Trening większości koni u mnie przebiega z grubsza w linii prostej wznoszącej się w kierunku progresu. Wykres treningu Hetmana to niekończąca się sinusoida. Ale tak jak wspomniałam, efektów prawie 3 letniego nieprawidłowego treningu nie da się ot, tak zniwelować w pół roku czy rok, zwłaszcza, że rozpoczął ten trening w wieku zaledwie 4 lat.

Hetman na lonżowniku – początki pracy u mnie

Hetman pode mną – wrzesień 2019 r.

Hetman pode mną – wrzesień 2020 r.

Po drodze odkryliśmy, że Hetman bardzo lubi skakać, więc chętnie wykorzystaliśmy to w pracy nad uaktywnieniem grzbietu. Równie fajne i naprawdę zbawienne okazały się wyższe cavaletti w stępie. Lubimy także pracę na górkach i różnych przeszkodach terenowych, które zmuszają hetmanowy grzbiet i zad do pracy. Nad wszystko jednak uwielbiamy galopy na pełnym speedzie po gigantycznej łące – mega fajnie Kulek przez to zarówno uruchamia całe swoje ciało, jak i rozładowuje się psychicznie. Nie bez znaczenia jest fakt, że u nas mieszka 24 godziny na dobę na łące lub padoku z wiatą, albo w stadzie, a jak żal stada 😉 to z osiołkiem – zamykanie takiego konia w boksie to było podnoszenie istniejących problemów do potęgi!

Poniżej filmik z różnych rodzajów aktywności Hetmana u nas.

Na filmiku poniżej – osiodłany Hetman przywiązany “do powietrza”, spokojnie czeka, aż pójdzie do swej codziennej pracy – koń już po kilku tygodniach od przyjazdu w trening, tak właśnie się zachowywał. Wiele koni, które do mnie przychodzą, wymaga nauki dobrych manier. Pamiętajmy, że nasza relacja z koniem rozpoczyna się już w momencie, kiedy pojawiamy się w jego przestrzeni z kantarem i uwiązem w celu przyprowadzenia go do czyszczenia i siodłania. Jeżeli tutaj mamy problemy – na bank pojawią się one pod siodłem / na lonży. Często się zdarza, że właściciel troszkę swojego konia rozpieszcza, pozwala mu na to czy owo. Ja, pracując codziennie z 5-6 końmi, zwyczajnie nie mogę sobie na taką zabawę pozwolić. Małe przypomnienie z początku tego postu: Kulek w poprzedniej stajni podczas czyszczenia i siodłania miał totalne ADHD, brał wszystko w zęby, kręcił się, przestępował z nogi na nogę, podgryzał człowieka. Zobaczcie efekty mojej pracy w tym zakresie:

Praca z powierzonymi mi w trening końmi polega nie tylko na jeździe, lonżowaniu, pracy z ziemi i treningu na górkach. Od czasu do czasu w ramach treningu zapoznajemy konie z przyczepą do transportu. I tu zwykle przebieg wydarzeń zaczna przybierać przeróżne scenariusze 😉 . Im dłużej zajmuję się szkoleniem koni, tym bardziej jestem przekonana, że wchodzenie do przyczepy może być tylko tak dobre, jak relacja pomiędzy człowiekiem a danym koniem. Jeżeli jest ona prawidłowa – zwykle nie napotykamy większych problemów. Jeżeli jest zaburzona, najczęściej poprzez brak zaufania lub / i brak szacunku do człowieka – zaczynają dziać się rozmaite rzeczy. Jestem zdania, że takiego konia nie nauczymy spokojnego wchodzenia do przyczepy, ćwicząc wchodzenie do przyczepy – najpierw należy dokładnie przyjrzeć się relacji konia z człowiekiem, poprawić w niej to, co szwankuje, a potem przystapić do wchodzenia do przyczepy, które w większości przypadków nagle okazuje się zaskakująco łatwe 🙂 Na filmie szczęśliwa właścicielka Hetmana vel Kulka, który jeszcze jakiś czas temu podczas próby załadunku pakował z rozmaitą intensywnością i zacietrzewieniem swoje kopyta wszędzie, tylko nie do przyczepy 🙂 .

CO DALEJ?

Jakie są nasze dalsze plany wobec Hetmana?

  1. Monika jedzie na zawody! 😀
  2. Hetman prawidowo chodzi na cordeo :O

Pierwsze próby jazdy na cordeo mamy za sobą 😉

 

NA WESOŁO 🙂

Opisując te wszystkie strasznie poważne sprawy zapomniałam wspomnieć, że Kuluś to bardzo zabawowe zwierzątko, w dodatku bardzo pomocne – żadna praca go nie hańbi:

 

Bardzo lubi również, podobnie jak jego właścicielka,  różne wyprawy w przebraniu 😀

Najbardziej na świecie jednak uwielbia być jednorożcem…

 

— i za to Monika kocha go najbardziej <3 . Zawsze powtarza, że choć jej droga do porozumienia z Hetmanem jest trudna i wyboista, usłana raczej kolcami, niż różami, to jest za tego konia bardzo wdzięczna losowi, gdyż pokazał jej, jak wiele musi się jeszcze nauczyć.

 

THE (HAPPY) END

 

 

Dodaj komentarz