Uciekająca panna młoda

Uciekająca panna młoda” – praca z koniem, który ucieka, na przykładzie dwóch klaczy:

Harfa – jeden z tych koni, które pamięta się do końca życia. Wielka, silna, dumna. Trafiła do mnie w 2016 roku wieku 14 lat tak dużą ilością problemów, że nie wiadomo było, za który brać się najpierw. Nie da się zapomnieć jej nieugiętego charakteru i żelaznej wręcz woli. Powiedziałoby się: kobyła – lew. W pracy z człowiekiem uciekała przed wszystkim – przed dosiadem, kontaktem, łydką, cieniem, dziurą, papierkiem, chyba nawet przed własnymi myślami. Po ok. roku treningu okazała się super wrażliwa na pomoce i tak precyzyjna w odpowiadaniu na nie, jak nie spotkałam nigdy u żadnego innego konia. Niestety odeszła (po operacji kolki) w momencie, w którym wreszcie, po wielu trudnych miesiącach pracy (w tym mojej podróży karetką na sygnale do szpitala), przestała uciekać, a w pracy jej grzbietu nareszcie można było dostrzec wyraźniejsze oznaki rozluźnienia.

Cloe – przebywała u nas w treningu ok. 4 miesiące w 2018 roku. Klacz w sile wieku, pół-kłusak, dla odmiany o bardzo przyjaznym usposobieniu i bardzo dobrej (z ziemi) relacji z człowiekiem. W pracy pod siodłem, podobnie jak Harfa – najchętniej leciałaby na oślep, im szybciej, tym lepiej, sama nie do końca wiedząc, przed czym tak ucieka.

(W czasie, kiedy pracowałam z tymi końmi, nie prowadziłam jeszcze bloga, stąd dość ograniczona tematycznie ilość zdjęć i filmów 🙁 a także jeździłam wtedy bez kasku – wybaczcie 😉 )

W pracy z wiecznie uciekającym koniem moim zdaniem najważniejsze są:

  1. Absolutne wyłączenie u siebie emocji typu złość, agresja, strach, presja na szybkie podporządkowanie sobie konia. Te emocje nie mogą pojawić się nigdy, ani na krótką chwilę.

2. Bardzo duże wyczucie u jeźdźca (lub lonżującego), żeby:

  • działać pomocami dosłownie w ułamku sekundy – przytrzymać nie wtedy, kiedy już koń przyspieszy, tylko wtedy, kiedy pomyślał o przyspieszeniu – wtedy siła działania pomocami może być o wiele mniejsza, niż wtedy, kiedy  koń zdąży już przenieść ciężar na przód i się rozpędzi; odpuścić dokładnie wtedy, kiedy koń pomyśli o odpuszczeniu. Jest to oczywiście generalna zasada dobrej komunikacji z każdym koniem, jednak w tym przypadku, oddziaływanie o pół sekundy za późno, może nie przynieść efektu w ogóle. –
  • w idealny sposób dozować pomoce przytrzymujące – używać takiej siły oddziaływania pomocami, żeby uzyskać efekt –  nie mocniej i nie lżej. Tylko i dokładnie tyle, żeby koń zareagował, zawsze w myśl zasady, że im mniej bólu / dyskomfortu koniowi zadajemy, tym szybciej nam zaufa i się rozluźni (ale oczywiście nie wolno dopuścić do tego, żeby koń woził nas wybranym przez siebie tempem).

3. Bardzo dobry, stabilny i niezależny od działań konia dosiad i kontakt.

Harfa – 2016 rok


Uciekający koń najczęściej ma totalnie zablokowany grzbiet i ciężar ciała permanentnie przeniesiony na przód (ciągle w gotowości do ucieczki), linia grzbietu i szyi jest wygięta w odwrotnym kierunku, tylne nogi nie dokraczają śladów przednich. Taki koń zwykle w ogóle nie reaguje na pomoc dosiadem do regulacji tempa. Zdarza się często, nie potrafi poruszać się czterotaktowym stępem, tylko capluje, podkłusowuje lub w inny sposób “mieli nogami” aby przemieszczać się jak najszybciej. Galop często jest także z tendencją do czterotaktu. We wszystkich 3 chodach wykrok jest krótki, sztywny, “biegnący”, gdzie dominującą rolę w dźwiganiu ciężaru ciała pełnią kończyny przednie, a zad jest odciążony tak bardzo, że niemal “frunie w powietrzu.” Na kołach i łukach koń z uporem pozostaje prosty jak deska, jakby w obawie, że zgięcie wokół wewnętrznej łydki odbierze mu za dużo kontroli nad sytuacją. Wykonanie płynnego przejścia w dół graniczy z cudem, o harmonijnym zagalopowaniu nie wspominając.

Moja praca z tymi końmi koniem polegała przede wszystkim na:

  • kontrolowaniu tempa poruszania się, z dokładnością co do “milimetra na sekundę”, przy oddziaływaniu pomocami dokładnie w danym ułamku sekundy, nagrodą za prawidłową reakcję musi być zawsze rozluźniona ręka (czyli nie można jeździć cały czas na “zaciągniętym hamulcu ręcznym”, bo jeżdżony w ten sposób koń nie uczy się niczego, poza stałym ciągnięciem do przodu), przy zachowaniu niskiego poziomu energii i  idealnie wyciszonego, pozbawionego emocji umysłu jeźdźca (każde najmniejsze podniesienie energii powoduje u takiego konia napięcie i chęć ucieczki) – jest to w zasadzie główny temat podczas początkowej fazy treningu, kiedy zbyt częste przejścia czy zmiany kierunku powodują nadmierną ekscytację
  • początkowo pracowałam głównie w kłusie, gdyż był to najłatwiejszy do kontrolowania chód, z czasem pomału wprowadzałam galop, ale raczej pod koniec jazdy (po galopie zwykle następowała ekscytacja i zagotowanie mózgu 😉 , dlatego podczas wielu treningów z galopu rezygnowałam w ogóle, z czasem były to po 2 zagalopowania na każdą stronę, czasami rozluźniająco i uspokajająco działał monotonny galop na dużym kole.  Duża ilość przejść zwykle działała zbyt ekscytująco.
  • stopniowym proszeniu konia o zgięcie w kierunku ruchu i przekonanie go, że w zgięciu pracuje się równie bezpiecznie
  • gotowości ręki do rozluźnienia się w każdym momencie najmniejszego nawet odpuszczenia napięcia u konia i “nagradzanie go” rozluźnioną, miękką ręką tak długo, jak koń porusza się w wybranym przez nas tempie
  • stopniowej gotowości do pracy w coraz niższym ustawieniu (na początku koń najchętniej uciekałby z nosem wyżej, niż kłąb 😉 ), wydłużania wodzy, zapraszania nosa do wyjścia przed pion – oczywiście warunek konieczny: bez radykalnego przyspieszania i ekscytacji
Cloe – czerwiec 2018
  • nauczenia konia akceptacji łydki: każdy koń z czasem musi być ustawiony na wszystkie pomoce jeźdźca, w tym pomoce popędzające – błędem jest jazda w nieskończoność na takim koniu z odstawionymi łydkami, obawiając się  ich użycia aby nie zdenerwować konia. Na początku pracy można oczywiście zminimalizować działanie czy nawet dotyk łydki, z czasem jednak proces treningu musi zmierzać w normalnym kierunku, jak w przypadku każdego innego konia
  • nauczenie konia reakcji na pomoc dosiadem w przejściach do niższych chodów – tu zwykle konie dość szybko łapały, o co chodzi, gorzej z chęcią prawidłowej reakcji 😉
  • dopiero po wielu miesiącach takiej pracy wprowadzałam np. pojedynczy drąg do pokonania – w stępie, kłusie i galopie – pod warunkiem zupełnego braku ekscytacji – w przeciwnym bowiem razie miałam 10 potknięć na 10 razy pokonany drąg 😉
  • dużo pracowałam z obydwoma końmi na lonży i tę pracę szczególnie miło wspominam – jeden i drugi koń po kilku miesiącach pracował już zupełnie normalnie, wykonując na lonży wiele płynnych, harmonijnych przejść, również w galopie, stopniowo coraz lepiej pracując grzbietem

Praca z uciekającym koniem nie jest łatwa, na początku również nie jest zbyt przyjemna. Łatwo popełnić w niej dużo błędów. Szczególnie należy pamiętać o kontrolowaniu swoich emocji oraz o natychmiastowym działaniu pomocami. Jednak efekty takiej pracy są (jak zawsze) bardzo satysfakcjonujące:

  • z Cloe doczekałam się efektu w postaci prawie w całości kontrolowalnej jazdy na cordeo ;), coraz wyraźniejszych oznak pracy grzbietu, czterotaktowego, dość obszernego stępa, w miarę poprawnych przejść do niższych chodów.
  • z Harfą natomiast udało się osiągnąć efekt, jakiego w życiu bym się nie spodziewała – uzyskałam konia tak perfekcyjnie reagującego na tak subtelne, dosłownie ledwo wyczuwalne pomoce, że było to dla nas nie do uwierzenia, tak wrażliwego i subtelnego konia, jakim się okazała, nie spotkałam nigdy wcześniej i nigdy później (a pracowałam już w życiu z kilkudziesięcioma przeróżnymi końmi).

Cloe – efekt końcowy pracy na lonży (wrzesień 2018)

Cloe – metamorfoza pod siodłem
Cloe – metamorfoza na lonży

Dodaj komentarz

Close Menu